Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowiańska lalka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowiańska lalka. Pokaż wszystkie posty

23 lip 2015

A kind of magic. Motanki.


Ciężko jest pozbierać się czasem do kupy. Ciężko przeżywa się każdą stratę. Dla mnie jedynym wyjściem jest odwrócić myśli w jaśniejszą stronę. To mi pomaga.

Plotę sobie, kręcę, drę. Motanki i żadanice, czyli słowiańskie lalki o magicznym potencjale. Wschodnie. Piękne, proste i kolorowe. Podobno można im na ucho szepnąć życzenie, a one pomogą je spełnić. Ewenualnie od początku mają jakieś wyznaczone zadanie- przynosić urodzaj, dostatek lub miłość aż po grób. Nie można ich szyć, nie można ich kroić, bo delikatny los łatwo poharatać. W grę wchodzi tylko wydzieranie szmatek i okręcanie ich sznurkiem. I tak okręcam, i okręcam. 


Matka. Dla matek i tych marzących żeby nimi zostać.

Przytula zawiniątko do piersi.

Karmicielka z pokaźnym biustem i rękami uniesionymi do góry. 

W wersji mini, bo ma przynosić urodzaj, a podobno robi to najlepiej, kiedy ma się ją zawsze przy sobie.

Nierozłączki. 

Jedno ramię, żeby zawsze być ze sobą.

Na śluby, swaćby i rocznice.

Żadanica. Panienka z Białoruską proweniencją. 

Podobno to jej można powiedzieć życzenie, podarować jakiś drobiazg i nadać sekretne imię, a ona pomoże nam spełnić to o czym marzymy. A kiedy jej zadanie dobiegnie końca, należy ją spalić.



Patrzyłyby zalotnie, gdyby tylko mogły mieć wyraz twarzy. A tego nie mogą, żeby przypadkiem nie wykształcić własnej osobowości. W końcu mają pomóc nam spełniać życzenia, a nie realizować własne zachcianki.



11 sty 2015

Po prostu Mirosław.

Tak już jakoś mam, że lubię obdarowywać ludzi prezentami, a jak samemu je można zrobić, to już w ogóle świetna sprawa. W połowie października Marcin spytał czy nie chciałabym mu uszyć lalki. Taka jest historia narodzin Mirosława, trzeciej lalki za pomocą mojej mocy twórczej wykonanej, najbardziej męskiej wśród wszystkich szmacianek. Jako że opływam w materiały nauralne w większości, Mirek powstał z grubego lnu. Teraz mieszka razem z Igą i Marcinem. Z perspektywy czasu myślę, że mogłam podarować mu jednak trochę więcej tężyzny, ale kiedy szyjesz wszystko z głowy, to trudno jest przewidzieć końcowy rezultat ;) Więc Mirek jest długonogim szczuplakiem, który ręce rozkłada niczym Jezus w Rio, takie ma napakowane, o!