17 lut 2013

Dzień kota.

Z okazji kociego święta- wszystkim:
tym małym i dużym, milusińskim i charakternym, łownym i kanapowcom; dachowcom, rasowcom; futrzastym i całkiem łysym, a także tym pomiędzy- wszystkim kotom świata życzę, żeby nigdy nie zabrakło chętnych rąk do ich głaskania, ciepłych ramion do tulenia i ciepłego miejsca- nie tylko przy kaloryfrze, ale także w ludzkim sercu.










28 sty 2013

Sushi day i paprykowa pomarańcza.

Za dużo wolnego czasu w przypadku Kwiatuszkowskiej równa się milionom pomysłów, nie zawsze mądrych. Przedstawiam dwa, ten mądrzejszy- sushi day i ten niekoniecznie- neonowo pomarańczowe włosy.Wpadłam na dziwaczny pomysł. Od lutego zeszłego roku sukcesywnie rozjaśniam kolor włosów (tzn biorąc pod uwagę, że w lutym ewoluowałam z czarnuli w rudasa, to tak nie do końca sukcesywnie), od czerwonawego po miedziany blond. Dwa tygodnie temu postanowiłam zostać blondynką. Spalilam sobie włosy, zobaczyłam, że ten kolor postarza mnie o jakieś 30 lat i z płaczem wybrałam się do Rossmana w celu znalezienia jakiegoś rozwiązania (ostateczne rozwiązanie to zawsze jest obcięcie i farbowanie na czarno... ale bardzo chciałam tego uniknąć!). Wpadła mi w oko farba z serii L' oreal  preference pure paprika.



Wyglądała tak niewinnie... A kiedy po płukaniu zdjęłam ręcznik z włosów, to zmuszona byłam użyć bardzo niecenzuralnych słów

Na rozjaśnionych włosach kolor wyszedł... neonowo pomarańczowy. Szczerze mówiąc nie mam nic przeciwko takim szaleństwom, ale nie spodziewałam się tego kompletnie. Z pewną dozą nieśmiałości poszłam na uniwersytet, bojąc się że będę świeciła lepiej niż uczelniane jarzeniówki ;)

L' oreal pure paprika P78 zaraz po farbowaniu

L'oreal  pure paprika P78 po dwóch tygodniach od farbowania (około 6 prań)



Niestety kolor szybko się wymywa, ale jestem świadoma tego że zawsze tak jest po rozjaśnianiu.

No a sushi... Ćwiczenie czyni mistrza, a to moje pierwsze w pełni autorskie sushi ;)




24 gru 2012

Świąteczna willa




Pierniki, pierniki. Piernikowa willa- dekorowana cukrowymi perełkami, pisakami od dr oetkera i lukrem własnego wyrobu. Dodatkowo- szybki z landrynek. Żałuję, że nie zrobiłam komina, szyby są genialne!

Wesołych Świąt.

20 gru 2012

Popierniczone.


Nigdy nie było u nas na święta piernika. Aż do zeszłego roku. Przeglądając rossmanowski "Skarb", rzuciła mi się w oczy piękna piernikowa chatka. Spojrzałam na listę zakupów, sposób przygotowania i zdecydowałam się na mały eksperyment, podyktowany głownie tym, że byłam zaproszona na święta do narzeczonego, portfel ział pustką, a bez prezentu, albo z prezentem fatalnym niezbyt widziało mi się pokazywać. Po krótkich spożywczych zakupach (biorąc pod uwagę przedświąteczne kolejki, to zakupy wcale nie były taki krótkie;) ), przystąpiłam do działania:

  • 500g mąki,
  • 200g cukru pudru + reszta półkilogramowego opakowania na lukier,
  • 200g miodu,
  • 120g margaryny
  • 10g sody
  • 1 jajko + białko z drugiego na lukier;
  • paczka przyprawy do piernika,
  • pół cytryny;
  • szablon domku z kartonu, nóż, pędzelek, sitko, elementy do dekoracji- może być kolorowy lukier w pisaku, mogą być perełki z cukru pudru do dekoracji, mogą być migdały, żelki, landrynki... co tylko uda się wam wkomponować ;)
200g cukru pudru wrzucamy do garnuszka z masłem, miodem i przyprawą do piernika. Na wolnym ogniu podgrzewamy aż do rozpuszczenia (trwa to jakieś 15 minut). Kiedy wszystko się ładnie połączy- zostawiamy do ostygnięcia.

W dużej misce mieszamy mąkę z sodą, wbijamy jajko i wlewamy zawartość garnka, po czym zagniatamy. Ciasto z reguły jest straszliwie klejące, dlatego nie unikniemy podsypywania go mąką. Im zimniejsze ciasto, tym twardsze, więc czasami zamiast sypać niezliczone szczypty mąki, zagniatam je i wkładam na trochę do lodówki.

Warto zaopatrzyć się w papier do pieczenia i wałkować na nim, bo podczas przenoszenia często ciasto się wyciąga i deformuje. Kiedy już rozwałkujemy cieniutko piernik (mój ma z reguły ok 3mm), przykładamy do niego szablon domku i wycinamy (także dziury na okna i drzwi. W otwory można skruszyć landrynki- po stopieniu i zastygnięciu będą kolorowymi szybkami). Warto zadbać o to, żeby był wycięty równo i żeby przed włączeniem piekarnika wszystkie elementy były już docięte, bo pieczemy je w temperaturze ok 180 st C przez około 4 minuty (czyli taki wyścig z czasem. Czasami ciężko jest piec piernikowy domek samej!) i wkładamy następne elementy. Po wyciągnięciu zostawiamy koniecznie na równej powierzchni do ostygnięcia- wszystko jest miękkie i łatwo uszkodzić. To także ostatnia chwila na poprawki, bo po ostygnięciu (po około 5 minutach) ciacho jest twarde jak kamień- wiadomo, budujmy dom z solidnych materiałów ;)

Wszystko gotowe? Ubijamy lukier. Białko z jajka mieszamy z kilkoma kroplami soku z cytryny i powoli, aczkolwiek sukcesywnie dodajmy cukier puder. Polecam lukier tak sztywny, że widelec będzie się w niego wbijał i przez chwilę stał ;) Przy sklejaniu dachu warto wcześniej pomyśleć o podpórkach, bo pewnie bez nich nie raz będziemy prowodyrami katastrofy budowlanej! Jeżeli mamy w planach dekorowanie dachu landrynkami, migdałami, czy piernikowym gontem- polecam zrobienie tego przed nałożeniem dachu. Całą chatkę dobrze zostawić na noc bez ruszania- rano będziemy mieć pewność, że wszystko jest już dobrze sklejone. 

Tadaaaaa!


Zeszłoroczna chatka- mój piernikowy debiut





I tegoroczne chatki





To samo ciasto nadaje się na pieczenie piernikowych ozdób na choinkę.

Dlatego nasza szczecińska choinka ubrana jest w same pierniki!


Piernik miękki robi się po około tygodniu- wątpię, żeby chatka stała dłużej ;) 

Wesołych Świąt!

25 paź 2012

Jack-o-lantern

Uważam Halloween za miły zwyczaj. Może ze względu na odwieczne zamiłowanie do wszelkiego rodzaju straszydeł, może ze względu na Tima Burtona... Raz nawet zdarzyło mi się przebrać i peregrynować (pozdrawiam wszystkich wykładowców ubogacających moje słownictwo) od drzwi do drzwi- czasem dostać reprymendę, czasem ciastko. Chciałabym kiedyś zobaczyć jak to anglosaskie święto wygląda tam, skąd przybyło. Tymczasem pokusiłam się o drobny akt twórczy- w dyni rzeźbi się naprawdę przyjemnie (no i się objadłam oczywiście, podwójna przyjemność).

Jack Skellington, Dyniowy Król!

Kocisko wąsate

Obydwie latarnie, po prawej pobojowisko w kuchni.

I tak to mniej więcej wyszło. Polecam taką zabawę- jedna dynia kosztowała niecałe 4 zł, mam całą michę miąższu (jutro zupa dyniowa, doświadczalna) i pełno pestek, które uwielbiam. A jeżeli komuś się bawić nie chce- czekam na zamówienia, bo ja z chęcią się pobawię ;)

17 paź 2012

Sezon na aspirynę.

Po długich bataliach naukowo-mieszkaniowych, w końcu jestem prawie ogarnięta! Oczywiście, żeby nie było za różowo, jestem przeziębiona. Wyglądam jak Rudolf Czerwononosy. Czekam tylko na telefon od św. Mikołaja z propozycją przejęcia prowadzenia w zaprzęgu reniferów w tym roku. Zanim jednak to nastąpi- zlepek kilku starszych wytworów moich własnych odnóży łapiących.



Spódniczka- zasłona i prześcieradło. Za każdym razem kiedy ją założę (a robię to rzadko), ktoś mnie zaczepia i pyta gdzie kupiłam. Ostatnio na uczelni dziewczyna za mną biegła, żeby wyciągnąć ze mnie informacje. Każdemu zgodnie z prawdą odpowiadam, że uszyłam. Widok zdziwionych twarzy- najlepszy komplement i powód do dumy ;)




Pamiętacie gorset w paski? Ta kamizelka jest uszyta z drugiej części zasłony i starej kamizelki z lumpa (HUGO BOSS TAK BTW. ;d) Dość dużo roboty, ale powędrowała do ówczesnego chłopaka, któremu się mega podobała, więc warto było poświęcić na to kilka igieł i trochę nerwów. 



Torebka. Nie mogę znaleźć zdjęcia, na którym byłaby w całości. Szyta z innej zasłony (gdyby nie zasłony i second handy moje życie nie miałoby sensu!), zamków z odzysku i lamówki... Sprezentowana mamie na dzień matki, uszyta w sprytny i dość nietypowy sposób- kiedy wrócę do domu zrobię lepsze zdjęcie, więc pani torebka jeszcze tu zagości.


Dusik- kawałek sprytnie zaaranżowanej koronki, dającej niezwykły efekt już po założeniu. Praca na 30 minut, w tym czas wliczony na wyjście do pasmanterii.


Na razie tyle. Zawiozłam sobie do Szczecina maszynę i wpadłam na ciekawy pomysł, być może za 3 tygodnie będzie zrealizowany... Cierpliwość to cnota!



10 paź 2012

Żyję!

Nie zapomniałam o tym miejscu, wiem co pojawi się jako następne, ale.. musicie poczekać, bo u mnie epokowe zmiany. A zmiany są w porządku. Potrzebuję tylko trochę czasu, bo ostatnio mam grafik tak napięty, że aż dziwne, że nie strzelił. Zatem.. Do napisania w wolnej chwili ;)


Żyję i mam się dobrze, nikt nie chce za mnie okupu, dalej jestem ruda. To tak w skrócie.